Bieszczadzkie Szczytowanie 2011

Sezon żeglarski się skończył, jednak my zdecydowanie nie potrafimy usiedzieć w miejscu, dlatego dni od 10 do 13 listopada członkowie i sympatycy Akademickiego Klubu Żeglarskiego AGH spędzili w Bieszczadach.

W czwartek wieczorem pełni pozytywnej energii przyjechaliśmy do schroniska w Wetlinie. Wieczór spędziliśmy integrując się, by już następnego dnia rano stawić czoła najwyższemu szczytowi polskich Bieszczad – Tarnicy. Pogoda była wprost wymarzona do górskich spacerów. Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w Ustroniu Górnym, aby przez Szeroki Wierch dostać się na Tarnicę. Na szczycie pogoda była już dla nas mniej łaskawa, bo choć niebo było bezchmurne, przywitał nas zimny wiatr. Jednak widoki, które przed nami się rozpościerały sprawiały, że zapominaliśmy o chłodzie. Następnie zeszliśmy do Wołosatego, skąd udaliśmy się do Wetliny. Część z nas wybrała się jeszcze do Cisnej na koncert legendarnej grupy Stare Dobre Małżeństwo. W nocy czekała nas jednak kolejna wyprawa. Zwarci i gotowi, choć niektórzy zerwani już z głębokiego snu, udaliśmy się nad wetliński wodospad. Ciemności nie pozwoliły nam zobaczyć zbyt wiele. Nie wróciliśmy jednak od razu do schroniska – udaliśmy się do jednego z barów, by tam spędzić dalszą część wieczoru.

W sobotę rano „zaatakowaliśmy” Połoninę Caryńską. Pogoda znów była sprzyjająca i kolejny raz mogliśmy zachwycać się bieszczadzkimi urokami. Trasę skończyliśmy w Brzegach Górnych. W schronisku natomiast wieczór rozpoczęliśmy od oglądania zdjęć przygotowanych przez Bieszczadzki Park Narodowy. Był to jednak niepozorny wstęp. Nasz kochany Prezes – Wojtek – przygotował dla nas małą rywalizację, w której nagrodami były m.in. gadżety AGH. Po podzieleniu na cztery drużyny musieliśmy stanąć do walki w kilku konkurencjach, w których wymyślaniu Wojtek znów okazał swoją niezwykłą kreatywność, a było to np. zadanie inżynierskie, czyli wybudowanie jak najwyższej budowli z chrupek kukurydzianych, jedzenie na czas czy „sztafeta” z balonem. Całość wygrała drużyna Jarka w składzie: Aga, Olga, Kamil i Kuba. Tego wieczoru nie mogliśmy jednak pozwolić sobie na zbyt wiele, ponieważ już po godzinie 4:00 mieliśmy wyruszać na Połoninę Wetlińską podziwiać wschód słońca. Widok przerósł nasze oczekiwania. Na szczyt dotarliśmy, gdy robiło się już jasno i naszym oczom ukazały się góry, które przypominały wyspy na wielkim morzu, spowite przez mgłę. Tam w śpiworach oczekiwaliśmy już na główny punkt programu. Wrażenia z tego poranka są dla nas na pewno nie zapomniane. Po tym wszystkim udaliśmy się do schroniska „Chatka Puchatka”, a następnie wróciliśmy do Wetliny. Po południu pożegnaliśmy Bieszczady. W drodze powrotnej do Krakowa „odwiedziliśmy” również Solinę, gdzie spacerowaliśmy po zaporze na jeziorze Solińskim. Był to bez wątpienia niezapomniany weekend. Już teraz gromadzimy energię i nie możemy doczekać się kolejnych wspólnych wyjazdów nie tylko w Bieszczady.

Olga Kuśnieruk