Wersja pierwsza (po jednej kawie)
21 maja w klubie Gwarek odbyło się spotkanie podsumowujące ostatni rejs klubowy na jeziorze Solińskim. Prezes podziękował wszystkim, którzy pomagali w przygotowaniu wyjazdu, pogratulował piętnastu świeżo upieczonym żeglarzom jachtowym, a komandor po raz kolejny podkreślał, że był to największy, jak dotąd rejs organizowany przez AKŻ. Następnie rozstrzygnięto konkurs na nazwę dla naszego nowego jachtu gaflowego. Wygrał Kamil Kopczyk i jego Klaustrofobia. Wygraną koszulkę pomogły mu ubrać koleżanki z komisji konkursowej. Po tych porywających wrażeniach na obecnych czekały kolejne, tym razem w formie filmów z wyjazdów, które przygotowali Michał Pierzchała (film z Soliny) i Paweł Jóźwik (film z Chorwacji). Po części oficjalnej nie pozostawało nic innego, jak tylko bawić się, pić i tańczyć.
Wersja druga (po trzech kawach)
Początek maja nas nie rozpieszczał. Tylko wróciliśmy z rejsu, a tu: na uczelni wciąż czegoś od ciebie chcą, pogoda pod psem i nawet nie masz jak pochwalić się pierwszą opalenizną, a jak już przestało padać to żar lał sie z nieba. Najgorsze z tego wszystkiego te juwenalia! Trzeba się bawić, pić, tańczyć. Istna tortura! Na zakończenie tych okropności, gdy już myślisz, że trochę odpoczniesz przeglądając książki, przygotowując się do kolokwiów i robiąc projekty (bądź rozwijając swoje umiejętności baristy w pracy), czeka cie jeszcze spotkanie akżetowe. Musisz iść do Gwarka, wydać 5 złotych na jakąś wymienną na piwo makulaturę, żeby zobaczyć raz jeszcze te osobniki ludzkie, z którymi spędziłeś kilka dni na łódce ( a przecież wiadomo, że kilka dni na jednym jachcie, to jak kilka lat w normalnym życiu). Dalej jest tylko gorzej: Jarek produkuje się z jakimiś podsumowaniami rejsu, podziękowaniami, gratulacjami itd. Oczywiście nikt go nie słucha. Potem rozstrzygniecie konkursu na nazwę jachtu gaflowego. Kamil wygrał koszulkę, rozbiera się, dziewczyny piszczą… Już głowa od tego wszystkiego boli… a to dopiero początek, bo filmów im się zachciało! Nudzi się chłopcom w mieszkaniu i się bawią, Michał w film z Soliny, a Józek z Chorwacji. No to oglądasz, śmiejesz się w odpowiednim momencie, klaszczesz, gdy trzeba, uśmiechasz się i chwalisz. Przy napisach końcowych oddychasz z ulgą, ale to nie koniec gehenny, teraz karzą ci jeszcze tańczyć! Jak uciec? Widać, że nie tylko ty się nad tym zastanawiasz i marzysz o zaśnięciu nad notatkami, bo z powodu tych samych wymówek klub do północy całkiem opustoszał. Bo ten maj wykańcza studenta.
Hanna Palonek
*Jak było i co się działo w rzeczywistości opowiedzą tylko Ci, którzy byli i zobaczyli.