Zakończenie Sezonu 2011

Jesień już na dobre zagościła za oknami – z dnia na dzień robi się coraz zimnej, a wspomnienia przyjemnego lata i słonecznych dni pozwolą przetrwać do wiosny. Takie słoneczne wspomnienia tegorocznego sezonu podsumowywał Akademicki Klub Żeglarski AGH nad Jeziorem Rożnowskim w dniach 14-16.10.2011. Jak na zakończenie porządnego, żeglarskiego sezonu przystało, program tego weekendu był pełen nietuzinkowych atrakcji.

Pierwszy dzień rozpoczął się powitaniem „psiej wachty” – czyli wachty, która wypada mniej więcej do godziny czwartej nad ranem – pory najbardziej znienawidzonej przez żeglarzy. Jednak wilkom morskim z AGH nie straszna „psia wachta”, powitana ze śpiewem na ustach i szerokimi uśmiechami. Szantom przy przyjemnym żarze ogniska i wtórze gitar nie było końca. Do tego rewelacyjne menu prosto z rusztu i niezauważenie minęła nie tylko „psia wachta”, ale i cała noc. Po paru godzinach snu, bo przecież szkoda życia (a weekendu zwłaszcza) na spanie, żeglarze udowodnili swoje wszechstronne umiejętności na strzelnicy, na której odbył się „Turniej Strzelecki o Puchar Prezesa AKŻ”. Pojedynek, trzeba przyznać, był niezwykle emocjonujący – a to był dopiero początek wrażeń tego dnia. Pierwsze miejsce zajął Zbigniew Sulima – jak się okazało nie tylko bardzo dobry żeglarz, ale i strzelec wyborowy.

Popołudniu przyszedł wreszcie czas na żeglugę na zwinnych „Omegach”, które sprytnie łapały silne, górskie wiatry podnosząc adrenalinę na, momentami, niezwykle wysoki poziom. Pogoda była iście żeglarska i mimo lekkiego chłodu, wynagrodzonego zresztą przechyłami i towarzyszącym im silnym emocjom, Jezioro Rożnowskie zostało opłynięte wzdłuż i wszerz.

Wieczorem, prezes AKŻ Wojtek Sajdak, zadbał o to, aby emocje i dobra zabawa nie ustały nawet na moment. „Walne Zebranie Integracyjne – Sztorm w Mesie” udowodniło, że kreatywność Wojtka i uczestników wyjazdu nie ma granic. Uczestnicy zostali podzieleni na drużyny, które rywalizowały ze sobą w najróżniejszych konkurencjach – od „prawa dżungli” przez twistera i gry zręcznościowo-kondycyjne, na wyciskaniu cytryny skończywszy. ”Sztorm w Mesie” można więc zaliczyć do bardzo udanych i oby takich i tylko takich sztormów było więcej.

Kolejnego dnia o ósmej rano odbyło się „Śniadanie dla twardzieli” – jak się okazało, mimo tak wczesnej pory, na rejsie byli sami twardziele. Nad ranem panowała duża mgła i żegluga stanęła pod znakiem zapytania. Na szczęście pogoda okazała się bardzo łaskawą i koło godziny 11 panowała już słoneczna i wietrzna pogoda, co pozwoliło na babski i męski rejs. Zarówno panie jak i panowie bawili się doskonale w swoich załogach. Czas jednak pędził nieubłaganie i wyjazd dobiegał końca. Zwieńczeniem weekendu był wspólny obiad.

Z niecierpliwością czekamy już na następny sezon, kolejne rejsy i równie wspaniałe przeżycia. Ahoj!

Katarzyna Pawełczyk