W pamiętną sobotę 14.09.2024, w mazurskim porcie Sailor, rozpoczęliśmy oficjalnie, już 16, obóz adaptacyjno- integracyjny BEAN. Wyjazd, o charakterze oczywiście żeglarskim, zaczęliśmy od przemówień ważnych osobistości związanych z uczelnią, przedstawienia kadry – starszych kolegów studentów – oraz pamiątkowego wspólnego zdjęcia. Odczytane zostały składy załóg i w tychże ekipach udaliśmy się na jachty w celu zaokrętowania. Część z nas od razu rozpoczęła obowiązkowe szkolenie z bezpieczeństwa, inni zaczekali do następnego poranka zajmując się w tym czasie rozpoznaniem w grupie i integracją. Wraz z nadchodzącym wieczorem, do integracji dołączyli się wszyscy. Były szanty, ognisko i dużo, dużo rozmów.

Następnego ranka wyruszyliśmy, po wcześniejszym przeszkoleniu, w rejs w stronę południa. Pierwszym przystankiem okazał być się port Zielony Gaj w ciągu kanałów między jeziorem „Szymońskie” a jeziorem „Tałty”. Jednak zanim dotarliśmy na miejsce załogi miały szansę pierwszy raz złożyć maszt – przy okazji przechodzenia przez kanały. Niektórym załogą udało się też po raz pierwszy gotować obiad na wodzie. Po dotarciu do celu była okazja na dzielenie się wrażeniami po pierwszym dniu żeglugi i tradycyjnie ognisko.

Kolejny poranek rozpoczęliśmy od apelu i rozgrzewki. Później po sprawnym wyjściu z portu obraliśmy kurs na Mikołajki. Korzystając z dobrych warunków część ekip popłynęła na Śniardwy a po dopłynięciu do portu wzięliśmy załogowo udział w wieloboju studenckim. Mieliśmy okazję sprawdzić się m.in. w takich konkurencjach jak rzut cumą czy ciągnięcie kotwicy.

Po rozpoczęciu następnego dnia ruszyliśmy z powrotem na północ, aby ostatecznie zatrzymać się na nieopodal portu „Kula”. Mogliśmy zobaczyć specyfikę manewrów wykonywanych na dziko jak np. używanie kotwicy czy branie pod uwagę drzew przy brzegu. Aż wreszcie przyszedł czas na chrzest! Magiczna chwila, w której każdy z uczestników rejsu przestawał być szczurem lądowym i po akceptacji przez Neptuna i jego małżonkę Prozerpinę, oraz przejściu wielu prób, mógł przyjąć nowe imię i na zawsze stać się członkiem braci żeglarskiej.

Kiedy już każdy z uczestników rejsu uzyskał swoje żeglarskie miano popłynęliśmy dalej na północ do Wilkasów i choć pogoda wietrznie nie dopisywała to i tak udało się dotrzeć do celu. Na miejscu grupowo udaliśmy się do pobliskiego Aquaparku a po powrocie mieliśmy okazję posłuchać na żywo szant w wykonaniu lokalnego zespołu.

Na ostatni przed powrotem do portu macierzystego nocleg wybraliśmy dziką zatokę na dalekiej północy Mazur przy półwyspie Kalski Róg, gdzie po drodze była okazja przeżyć bitwę na wodę aspirującą rangą do prawdziwej bitwy morskiej. Cali mokrzy dotarliśmy do miejsca docelowego, gdzie spotkaliśmy się ze specyficzną sytuacja bardzo długiego i płytkiego brzegu. Wieczór obfitował więc w kalosze i klapki coby na ląd zejść możliwie bez szwanku.

Ostatni dzień umiliły nam regaty, kiedy to sternicy oddali ster w ręce załóg. Niestety plany pokrzyżował wiatr, a raczej jego brak, jednak mimo wszystko humory dopisywały a do portu macierzystego dotarliśmy szczęśliwi i spieczeni mazurskim słońcem. Ostatniego wieczoru była okazja do wzięcia udziału w konkursie węzłów żeglarskich. Odbyło się też wręczanie nagród za wszelkie zawody. Na koniec świętowaliśmy zakończenie rejsu- bogatsi o nowe znajomości i doświadczenia- podziękowaniami długim ogniskiem i jeszcze dłuższym śpiewaniem szant.

Pola Madej